Music

sobota, 6 września 2014

Rozdział 3 - Ucieczka

Hejka, wpykam trzeci rozdziałek specjalnie dla was! Proszę zostawiać komentarze, swoje opinie i wrażenia, w nich zawarte. Tak bardzo jestem ciekawa, co myślicie o moim pisaniu. A więc tak będzie tak, że czasami będzie również z perspektywy Gajeella, mam nadzieję, ze to dobry pomysł! Piszę jak szalona, aby wzbudzić jakiekolwiek uczucia w waszych sercach !  Kocham i pozdrawiam!                                             
                                          Gajeell


    Stałem jak wryty w podłogę, sam nawet nie wiem ile czasu. Absolutnie nie spodziewałem się takich słów od Levy, w końcu nigdy też nie dawała mi żadnych znaków, z których mógłbym coś wywnioskować. A teraz ona uciekała do pokoju z płaczem, bo musiałem być taki natarczywy, tak bardzo chciałem wiedzieć co ją trapi. Przecież, nigdy nie siadywała sama przy stole, w dodatku tak daleko od innych. To oczywiste, że trochę się zmartwiłem i zacząłem wypytywać Levy, chciałem jej pomóc. Ale skąd miałem wiedzieć, że wyjdzie z tego taka wielka sprawa? Nigdy nie chciałem zranić ludzi z Fairy Tail, obiecywałem sobie to, kiedy doszedłem do gildii, po przykrej sprawie z Phantom Lord. Ale nieświadomie zrobiłem coś, co będzie trudno naprawić, być może Levy nie będzie chciała mnie widzieć. W głowie nadal brzęczały mi jej słowa : "Potrzebuję cie bardziej niż kogokolwiek innego na świecie!  Nikt nie jest wstanie zapełnić pustki w mym sercu... prawda jest taka, że Cię kocham." Dziwił, mnie jednak pewien fakt... Jak Levy mogła mnie pokochać? Przecież nigdy nie byłem na nią jakoś specjalnie otwarty, oraz wyrządziłem jej sporo krzywdy. W ogóle, jak to jest, że taka wspaniała i mądra dziewczyna, poczuła do mnie coś innego niż nienawiść. Kto by się spodziewał, że taka drobna i bezbronna osóbka pokocha, mnie... zwykłego drania? Nie mogłem pozwolić na to by cierpiała, nie mogłem wytrzymać, gdy tak strasznie płakała przede mną. W moim sercu zrodził się głęboki żal do samego siebie, mogłem przecież na początku odezwać się do niej normalnie, nie widzieć jej wyrazu twarzy.
     Poczucie winy bardzo mnie przytłoczyło, znowu zraniłem tą osobę, która była taka niewinna, taka krucha. Co ze mną się działo? Co ze mną nie tak? Chwyciłem się za głowę i odchyliłem do tyłu, gdy patrzałem na sufit, ktoś do mnie podszedł. Myślałem, że to może Levy... Naprzeciwko mnie stała Lucy, która była przyjaciółką Levy i chyba najbardziej ją znała.
- Wiesz, że nie chciałem, aby do tego doszło? Wiesz, prawda?
- Gajeell'u ... to nie jest twoja wina... widzę, jak bardzo się tym przejmujesz. Ale to także nie jest wina Levy. Teraz trzeba czekać, aż rany się zagoją na tyle, że będzie w stanie na Ciebie patrzeć. To nie było dla niej łatwe... tak to wszystko powiedzieć. Nigdy nie jest łatwo, człowiek skrywa w sobie te uczucia, ukrywa przed całym światem to, że obdarzyła drugiego człowieka, czymś tak pięknym jak miłość. W wielu wypadkach dzieję się tak, iż te uczucia zostają na zawsze tajemnicą. Uczucie Levy do Ciebie było zbyt silne, aby je przytrzymać na uwięzi. Tak też się dzieje...serce przyjmuję nad nami kontrolę, a ono nie myśli racjonalnie. Boję się, że Levy teraz może zrobić coś lekkomyślnego, mimo, że to do niej nie podobne.
- Niby co? - wybuchłem.
- Tego nie wiem... Może będzie chciała odejść z gildii...
- Nawet tak nie mów !
- Przepraszam, nie powinnam wyciągać takich wniosków, ale chcę, abyś z daleka ją pilnował. Możesz to zrobić?
- Zgoda...
    Lucy odeszła do reszty magów, którzy znowu zaczęli się bawić. Usiadłem na najbliższej ławce i patrzałem na odchodzącą Lucy, której słowa wytraciły mnie jeszcze bardziej z równowagi.





- Oj Levy, Levy... Proszę Cię, nie rób nic głupiego... Tak bardzo przepraszam. - wyszeptałem do siebie, mając nadzieje, że mnie usłyszy.

                                    Levy  


   Uciekałam ze wstydem oraz wielkim żalem... Nie chciałam opuszczać bliskich, ale nie byłam w stanie być tak bardzo blisko Gajeella. Serce tłukło mi w piersi od niepowstrzymanych emocji. Biegłam przed siebie, chciałam gdzieś się zaszyć i na chwilę nie myśleć, jak bardzo się upokorzyłam, nie tylko przed Fairy Tail, ale i innymi gildiami.
      Było ciemno i zimno, mimo, że było lato... Po prostu czułam, jakby uleciało ze mnie całe ciepło. Był wieczór, więc prawie wszystkie sklepy pozamykano. Jak najszybciej musiałam znaleźć jakieś schronienie, nie wiadomo, kto się kręci po takich ciemnych uliczkach. Po dwu godzinnym marszu doszłam do jakiejś przystani,  gdzie wynajęłam najtańszy pokój, żeby nie zwracać na siebie uwagi.
W myślach układałam plan mojego zniknięcia, z samego rana pójdę do portu i wejdę w pierwszy lepszy statek ... Jednak muszę jeszcze załatwić sobie jakieś inne ubrania, w tych za bardzo rzucałam się w oczy.
Spojrzałam na ciemne niebo, nie wiem dlaczego, ale dzisiaj nie widziałam żadnych gwiazd, jedynie samotny księżyc. Westchnęłam i położyłam się, jutro czeka mnie pierwszy dzień bez niego, od jutra będę próbowała o nim zapomnieć. Tak będzie najlepiej... Byłam strasznie zmęczona, więc zasnęłam bardzo mocno, mimo, że czułam niepokój i wielki strach przed samotnością.
  
***

     Słońce wpadało przez okno, raziło mnie w oczy, przez chwilę nie widziałam niczego... Przetarłam oczy,  w promieniach zobaczyłam postać Gajeella, który powoli się do mnie zbliżał.
- Wróć do mnie Levy... Nie możesz tak odejść, nie możesz mnie zostawić z tymi słowami.
  Chwycił mnie w pasie, jego dłoń znalazła się na moim policzku i delikatnie zjechała po szyji, dotarła do tali i znowu zaczęła swoją wędrówkę ku górze. Cała się rozpływałam w jego objęciach, czułam jego oddech na szyji, nie całował mnie jedynie leciutko muskał, przez co na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Gdy miał mnie pocałować, nagle się oddalił... Szedł szybko w tył, wyciągnęłam ku niemu bezradnie ręce, prosząc by nie odchodził.
- Nie... Gajeell... nie odchodź!
     Nagle obudziłam się z płaczem, cała dygocząc na ciele. 
- Nie! - krzyknęłam rozpaczliwie.
    Ciągle widziałam jego twarz, sen wydawał się taki prawdziwy, jednak nie wiedziałam, czy wliczyć go kategorie pięknych snów. Jak dla mnie to był koszmar, tak bardzo pokazywał, że Gajeell nigdy nie będzie mój.


 

    Zebrałam wszystko to, co przy sobie miałam, bardzo się cieszyłam, że na czas igrzysk magicznych wzięłam ze sobą dużą część moich oszczędności. Wypisałam się z przystani i zapłaciłam za pobyt, natychmiast ruszyłam kupić nowe ubrania.  Weszłam do jednego z wielu sklepów miasta Fiore, znalazłam tam wygodne, wysokie buty na płaskim obcasie, upolowałam również kilka par spodni i bluzek. Jednak najbardziej spodobał mi się zakup karminowej peleryny, która sięgała mi do kostek.
Kupiłam również tobołek i wrzuciłam do niego resztę tego, co kupiłam. Pozwolono mi się przebrać w sklepie, wybrałam ciemne, przylegające do ciała spodnie i zwykły szary t-shirt. " Teraz mam wszystko " - pomyślałam. Udałam się do portu, mając nadzieję na jakiś statek, który odpłynie daleko stąd....Zobaczyłam sporą grupę ludzi, którzy zbierali się tuż przy rampie, która prowadziła na wielki statek.  Podeszłam do mężczyzny, który przepuszczał ludzi.
- A panienka czemu nie ustawiła się w kolejce?
- Przepraszam, ale gdzie płynie ten statek.. jak daleko? I gdzie bym mogła kupić bilet
    Spojrzał na mnie lekko zdziwiony, ale odpowiedział uprzejmie.
- Statek odpływa za 20 minut na wyspę Kasir, położona od miasta 300 mil. A jeśli nie zdążyła panienka kupić biletów w kasie, to ewentualnie ja mogę taki sprzedać.
- Świetnie, o to mi chodziło, dziękuję bardzo! I poproszę bilet ... jeden bilet - odpowiedziałam ze smutkiem w głosie.
- To będzie 500 000 klejnotów...
- CO TAKIEGO??? - miałam przy sobie 700 000 klejnotów, na bilet pójdzie więcej niż myślałam.
- Panienka nie wie? To przecież luksusowy rejs na wielką, piękną wyspę.
- Rozumiem... duża jest? Tym lepiej...Kupuję!
    Po pół godzinach byliśmy już na morzu, płynęłam tak daleko... może odległość uleczy moje zranione serce.

           Nagle w Fairy Tail - Gajeel ( Levy już płynie, bayooo! xD)

   Gdzie ona się podziewa? Tak długo śpi, czy nie może na mnie patrzeć? EHhh, nie dziwię się! Dochodziła już dwunasta, a Levy ani razu nie zeszła na dół, nawet śniadania nie zjadła. Przez cały ranek oglądałem się za nią, chciałem porozmawiać, jakoś to wszystko załagodzić. Wszyscy w najlepsze ganiali się po barze, chociaż Natsu dał chwilę spokoju Gray'owi i usiadł z Lucy i namawiał od jakiś trzech godzin na misję, która jej się ewidentnie nie podobała. Ciągle słyszałem jego skomlenia, normalnie wariowałem przez to. Jakby nie mógł jej normalnie poprosić, ona z nim pójdzie wszędzie, widziałem jak Lucy patrzy się na Natsu. Wszyscy widzieli, tylko nie ten głąb! Wstałem i już do nich szedłem, żeby go walnąć w tą durną łepetynę... Ale moje zamiary przerwała Erza, która wbiegła do baru, jakby coś się paliło.
 - Levy uciekła! Zostawiła list dla Gajeella i dla nas też....
Szybko dostałem w ręce malutki liścik i przeczytałem cały zdenerwowany

  " Kochany Gajeellu... Nie szukaj mnie, nie rób niczego, bo

  tylko bardziej mnie zranisz. Powstrzymaj też innych przed
  głupstwem, czyli szukaniem mojej osoby.
  Kocham Cię na zawsze, ale to i tak nic nie zmieni"

- Jaki głupstwem ?! Szukanie Ciebie ma być głupie?! Nikogo nie będę powstrzymywać, a szczególnie siebie. Lucy, Natsu... idziecie ze mną! Ruszcie w końcu te tyłki.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Zabijcie mnie! Albo nie... chcę pisać dalej *_* Dedyczek dla Youki! A bierz te widły i tak mnie nie zabijesz Muahaha :* Bo wiem, że chcesz ciąg dalszy ;) Oj będzie się działo ! Mam nadzieję, że się podobało ;) Z utęsknieniem czekam na komentarze !

Rozdział 2 - Wyznanie

Ohayoooo! Mam nadzieję, że się podoba, próbuje pisać dłuższe rozdziały, ale to nie jest zawsze możliwie :( No cóż, zachęcam gorąco do pisania komentarzy <3





       Jeszcze przez chwilę spoglądałam na odchodzącego Gajeella, nie odwrócił się nawet jeden raz w moją stronę. I co ja najlepszego zrobiłam? Wtedy nadzieje na to, że wyjdziemy poza sferę koleżeństwa, spadła do zera. Usiadłam znów na ławce załamana i podminowana bardziej niż przed pięcioma minutami. Schowałam twarz w dłoniach i pozwoliłam samotnej łzie zakreślić ścieżkę wzdłuż mojego policzka. Powinnam go przeprosić, może jestem jeszcze w stanie uratować, to co między nami było.  A nasze relacje były bardzo kruche, więź, która nas połączyła była delikatna, tak bardzo jak uschnięty kwiat. Powinnam być delikatniejsza, sprawiłam, że płatki się ukruszyły i została sama łodyżka. Musiałam powalczyć, aby wyrósł nowy kwiat. W głowie jednak zrodziło się pytanie - Czy jestem na tyle odważna ?

-Weź się w garść, dziewczyno. Takim zachowaniem na pewno nie zdobędziesz jego serca - szepnęła do siebie cichutko.
    Wstałam od stołu i ruszyłam na drżących nogach do mężczyzny, któremu już dawno ofiarowałam swoje serce. Stanęłam tuż przed nim, był odwrócony do mnie plecami, unikał kontaktu ze mną. Wiedziałam to ponieważ, na pewno usłyszał moje kroki. Wyciągnęłam rękę do przodu, z zamiarem złapania go za ramię, ale ten mnie uprzedził i chwycił mocno moją dłoń. Spojrzałam mu w oczy ze zdezorientowaniem, przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem, jego spojrzenie wprawiło mnie w zażenowanie i szybko spuściłam na dół głowę. Serce mi biło opętańczo, a dłoń, którą mi ściskał zaczęła drżeć.
- Mógłbyś przestać ściskać moją dłoń, to boli...
    Spojrzał szybko na to co robił, potrząsnął głową i puścił mnie natychmiast. Patrząc na jego wyraz twarzy, pomyślałam, że chyba nie zdawał sobie sprawy z tego co zrobił.
- Przepraszam - powiedział ze skruchą. - A tak w ogóle potrzebujesz czegoś? Bo przed chwilą doznałem pewnego dziwnego wrażenia, że masz gdzieś mnie i innych.
- To nie tak...
- A jak? - przerwał mi szybko, nie pozwalając na wytłumaczenie się.
- Chciałam tylko, abyś wiedział, że jest mi bardzo przykro.
- Przykro... a z jakiego powodu - spytał z sarkazmem - Przecież, tylko odsuwasz się od innych...
- Jak możesz mi to zarzucać ?! Nic takiego wcześniej nie powiedziałam!
- Nie tak nie powiedziałaś, ale tak robisz. Myślisz, że nie widziałem na twojej twarzy zniechęcenia?
- Co? Byłam tylko zmęczona ... I czułam się trochę samotna - to ostanie wypowiedziałam szeptem.
    Na jego twarzy wykwitła złość, szybko wyciągnął dłoń w moją stronę i chwycił za podbródek. Zbliżył niebezpiecznie swoją twarz do mojej i spojrzał głęboko w oczy.
-Co się z tobą dzieje Levy ? Robisz z siebie męczennice i po co do cholery ?! Masz tylu przyjaciół wokół siebie, więc jak możesz czuć się samotna!
    Nagle w barze zrobiło się cicho i wszyscy zwrócili swój wzrok na nas, kątem oka widziałam zaciekawione twarze magów. Wszyscy czekali na moją odpowiedź.
- Wiem ! Wiem! Ale to nie o to chodzi. Nigdy tego nie zrozumiesz! Jest coś co gildia mi dać nie może!
   Zanim spuściłam głowę ze wstydem, ujrzałam na jego twarzy niedowierzanie. Szok malujący się na jego twarzy, był jak cios w policzek. Nie rozumiał niczego, oczekiwałam, że znajdę w nim chociaż cień zrozumienia. Po mojej twarzy zaczęły płynąć, niekontrolowane łzy, których jak sobie obiecywałam nie miał zobaczyć nikt, zwłaszcza on. Nagle całym moim ciałem wstrząsnął szloch. Gajeell zrobił krok w tył, całe moje ciało rwało się do niego, nie potrafiło wytrzymać bez jego obecności. Jednak nie mogłam nic zrobić, ruszyć się czy powiedzieć cokolwiek. I tak już wszystko zaczęło się walić na moich oczach i w dodatku wszyscy widzieli jak mój spokój runął w posadach.
- Levy, co się dzieję? - usłyszałam za sobą głos Lucy.
Odszukałam wzrokiem Gajeella... Tak, póki go kochałam, nie byłam w stanie czerpać radości z samego przybywania w gildii. Najgorsze jest to, że codziennie go widywałam, codziennie uśmiechałam się oczekując, że zacznie rozmowę.
- Co... Czego ci brakuje? Czego nie jesteśmy wstanie ci dać??! - wykrzyczał Gajeell.
   Te pytanie widniało w oczach wszystkich magów z Fairy Tail, spoglądali na mnie z niewypowiedzianym żalem. Nie chciałam ich ranić, ale zbyt długo się już męczyłam z uczuciem do tego mężczyzny. Spojrzałam w oczy Gajeell'owi, strach ściskał mi gardło, nie byłam w stanie wyrzucić tego z siebie. Musiałam zebrać w sobie całą odwagę i powiedzieć prawdę.
- Tu nie chodzi o to, co nie jest wstanie mi dać gildia... Ludzie do niej należący... Chodzi o to, czego ty nie jesteś w stanie mi dać!
   Cisza, która zapadła, była taka wymowna. Spojrzałam na twarze magów, którzy byli dla mnie jak rodzina. Musiałam wypowiedzieć, jeszcze kilka zdań, bo inaczej nigdy się od tego nie uwolnię.
- Potrzebuję cie bardziej niż kogokolwiek innego na świecie!  Nikt nie jest wstanie zapełnić pustki w mym sercu... prawda jest taka, że Cię kocham.
 Odwróciłam się na pięcie i korzystając z tego, że wszyscy są zbyt bardzo zszokowani by cokolwiek zrobić, uciekłam z baru i pognałam do pokoju hotelowego, który był tuż nad barem. Tam wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy i spakowałam w najmniejszy plecak jaki miałam. Chciałam zniknąć... Wymknęłam się szybko na dwór przez boczne drzwi, a uciekając zerknęłam przez okno. Gajeell nadal stał w tym samym miejscu zdezorientowany.

Rozdział 1 - " Nie znasz mnie"

      A więc lecimy... Oto pierwszy rozdzialik dla was  :* Życzę miłego czytania :)Jak na razie piszę o moim ulubionym paringu, ale jeśli oczywiście zechcecie abym pisała o innych to piszcie w komentarzach :3

                                                              Levy

    Przetarłam swoje złote oczy, nie wiele brakowało, abym zasnęła na siedząco. Walczyłam ze zmęczeniem od kilku ładnych godzin, ale ono nie odpuszczało. Jednakże sen nie mógł mnie pokonać ze względu na moich przyjaciół z Fairy Tail. 
     Dzisiaj świętowali zwycięstwo nad Sabertooth oraz innymi gildiami. Wszystkie gildie, czy też zwyczajni cywile ujrzeli na własne oczy, że to nasza gildia jest najlepsza. Nie chodzi tu tylko o siłę, ale i o więzi jakie nas łączą. Przecież ile razy na nich się opieraliśmy, to nasi towarzysze dodają sił, niezbędnych do pokonania przeciwnika.
       Porywczy jak zawsze Nastu wykazał się walcząc ze Stingiem i Rogue, dzięki czemu chyba już nikt nie miał wątpliwości, co do magicznych zdolności Smoczych Zabójców. Tak samo Gajeell. No właśnie ... w  czasie jego potyczki z Smoczym Zabójcą Rogue wychodziłam z siebie. Z bijącym od emocji sercem dopingowałam mu żarliwie. Ciekawe, czy zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo się o niego bałam. Czy chociaż przez ułamek sekundy obraz mojej osoby pojawił się w jego głowie?
      Zaraz po zwycięstwie wszyscy się spotkali na arenie, nawet ku mojemu zdziwieniu pojawiły się inne gildie, aby nam pogratulować. Do baru wynajętego przez Fairy Tail, przyszły bliźniacze smoki, w oczach których już nie było widać wrogości. Zaskakujące było również pojawienie się Lyona, oraz innych członków Lamia Scale. Zdziwił mnie fakt, że pojawiła się również Kagura, która doznała wielu ran w czasie pojedynku z Erzą i Minervą. Widocznie ona i Erza pogodziły się, odnajdując w sobie bratnie dusze. Cóż nie dziwiło mnie to aż tak bardzo, w końcu okazało się, że Erza uratowała Kagurę, gdy ta była małą dziewczynką. Jednak martwiłam się, ponieważ nie potrafię sobie wyobrazić, że Kagura wybaczy Jellalowi, mimo, że zostały wyjaśnione pewne sprawy związane ze śmiercią Simona, brata Kagurci.
    Moje rozmyślania przerwała Lucy, która usadowiła się na ławce tuż obok mnie. Do tej pory siedziałam sama, dziwię się, że mnie zauważyła - w końcu ta ławka stała w zaciemnionym rogu sali. W dodatku zostałam przysłonięta przez filar.

- Levy-chan … Czemu nie bawisz się z nami ? – powiedziała Lucy, która zawsze miała dla każdego dobre słowo.
- Wiesz, co Lutka? Nie mam siły … Zmęczona jestem.
    Tak bardzo mi było głupio, Lucy i reszta, którzy walczyli przez tyle dni, odnieśli tyle ran, byli wstanie się bawić, tańczyć i pić ! Ich energia była zaraźliwa, jednak widocznie na mnie nie przeszła. Przecież tylko kibicowałam, w nerwach oglądałam pojedynki. Może gwałtowne uczucia i emocje były powodem mojego zmęczenia. Wendy, która jest dzieckiem, ma w sobie tyle siły co nie jeden mężczyzna. A ja ?Ja tu nie pasuje… Sam Gajeell pewnie dobrze to rozumie, dlatego nie zwraca na mnie większej uwagi. Zawsze sprawiałam tylko problemy, na Wyspie Terojima sam musiał walczyć, kazał mi uciekać, mimo, że byłam jego partnerką nie miałam mu jak pomóc.
- Levy… Levy ?
  Spojrzałam na Lucy, musiała coś do mnie mówić od dłuższego czasu, a teraz spoglądała mi w oczy ze zmartwieniem.
- Możesz mnie zostawić ? Przepraszam, ale dzisiaj nie nadaje się do towarzystwa. Idź, baw się !
   Spojrzała na mnie z po wątpieniem, ale zerwała się z ławki. Zaledwie wyszła z cienia, a Natsu złapał ją za nadgarstek i pociągnął do hałaśliwego, ale dobrze bawiącego się tłumu.
   Przed oczami zlewały mi się sylwetki ludzi, którzy od lat byli dla mnie jak rodzina. Jako mała dziewczynka trafiłam do gildii, podobno zostałam porzucona przed jej drzwiami. Miałam zaledwie dwa … trzy lata? Makrov przygarnął mnie i wychował jak własną córkę, niedługo potem do Fairy Tail dołączył Jet i Droy. Stali się dla mnie starszymi braćmi… A teraz nawet oni o mnie zapomnieli. Pewnie myślą, że zaszyłam się w pokoju hotelowym z jakąś książką, którą udało mi się kupić w stolicy. Prawdą było to, że od momentu, gdy coraz bardziej zaczęło mi zależeć na Gajeell’u , tym gorzej działo się w moim życiu. Postronny obserwator nie zauważył by żadnych zmian, ba, nawet nikt z gildii nie zauważył, że coś się ze mną dzieje. Zerknęłam zza filaru, skryłam się w jego cieniu obserwując jego wysoką i pięknie umięśnioną sylwetkę, opadające na plecy czarną, gęstą falą włosy i kolczyki w wielu miejscach, które odbijały światła lamp gazowych. Tak bardzo się ode mnie różnił, był odważny, nieustraszony i bardzo silny. To był by cud, gdyby się mną zainteresował chociaż na minutę.
- Gajeell – szepnęłam w przestrzeń. Jednak teraz żałuję, że wypowiedziałam jego imię na głos.
Głupia zapomniałam, że jako Smoczy Zabójca ma słuch bardzo wyczulony. Słysząc swoje imię odszedł dwa kroki od „Smoczej Zgrai”  i popatrzył w moją stronę. Serce zabiło mi mocniej w piersi, szybko skryłam się za filarem. Boże niech tylko nie podchodzi – pomyślałam – Co ja mu niby powiem?
- Cześć mała.
Usłyszałam ten wspaniały, potężny głos tuż za sobą i zamarłam sparaliżowana.
- Hmmm… Czemu się chowasz… Nie przyjdziesz się bawić ?
- Po co ? – wyrwało mi się – Na co ja komu potrzebna, nikt nie zauważył mojej nieobecności.
Usłyszałam jego szybkie kroki, sekundę później był tuż przede mną i opierał się ręką o filar, tuż nad moją głową.
- Mała… marudzisz. To do Ciebie nie podobne ! Zawsze jesteś taka radosna !
 Mała… Mała… Mała… Tym tylko dla niego jestem, małą radosną dziewczynką, która lata z książkami i do wszystkich się uśmiecha.
- A ty co?! Niby tak dobrze mnie znasz ?! – krzyknęłam mu prosto w twarz i zaraz tego pożałowałam.
 Gajeell spojrzał na mnie z żalem, odwrócił się i odszedł tak jakby mnie w ogóle nie było.
Co ja zrobiłam ? Mogłam normalnie się do niego odezwać !

piątek, 22 sierpnia 2014

Witam !

Witam wszystkich fanów Fairy  Tail! A głównie GaLevy !!!! Życzę miłego czytania! Proszę zgłaszać wszystkie zauważone przez was błędy :) Będę wdzięczna <3 :* Ogólnie, sobie trochę przemyślałam coś... będzie tu troszkę, a może więcej innych zakochańców <33333  Kto chce, niech zamawia paring ;) Może w wolnym czasie popiszę jakieś ONE SHOT ;)