Music

wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział - 14 - Poświęcenie

Heeej! Macie tu kolejny rozdzialik ;) Jak zawsze w napisanie jego wkładam swoje serce ;) Oddaje go w wasze ręce z nadzieją, iż  wam się spodoba. Także miłego czytania ;) Ów rozdział jest początkiem najważniejszego dla mnie wątku :)


***

     Zapadła głucha cisza, dzięki której mogłam słyszeć przyspieszony oddech Gajeella. Patrzył na mnie w osłupieniu z lekko rozchylonymi ustami, jakby chciał coś powiedzieć, ale zabrakło mu słów. Czyżby był zły ? Przerzuciłam swoje spojrzenie na Rikkę, która była nadzwyczaj spokojna i pogodzona z losem. Z pewnością lepiej przyjęła moją decyzję i wiedziała, że będę się upierać na tym, aby zdobyć święty ogień. Zrobiłam krok do przodu w jej kierunku, tym  samym dając znak, że potrzebuję wsparcia w tej sytuacji.

       Uniosłam drugą nogę, deski zaskrzypiały, gdy przenosiłam ciężar ciała. Nie zdążyłam podejść do Rikki bliżej. Gajeell chwycił mnie za nadgarstek i lekko ścisnął. Zerknęłam w dół, palce jego silnej dłoni kurczowo zaciskały się na mej delikatnej ręce.
     Mój ukochany wstał z sofy, na której do tej pory siedział i ruszył do drzwi wyjściowych. Wręcz ciągnął mnie za sobą, nie potrafiłam przeciwstawić się jego sile, więc szłam za nim posłusznie. Zaczęliśmy oddalać się znacznie od domu smoczycy, gdy zniknął nam z pola widzenia, niemal całkowicie przysłonięty przez gigantyczne drzewa, zaczęłam się wyrywać.
- Stop! Gdzie ty idziesz!? - mój krzyk nie robił chyba na nim  większego wrażenia.
       Nadal uparcie szedł przed siebie, nie robiąc sobie nic z moich prób wyrwania się z uścisku. Usta zacisnął w prostą linię, jakby zmuszał się do tego, aby żadne słowo się z nich nie wykradło.
     Szarpnęłam z całej siły ręką, którą trzymał w momencie, gdy się tego najmniej spodziewał. Z zadziwiająca łatwością wyrwałam się z jego uścisku, jednakże impet był na tyle silny, że upadłam na ziemie. Było to strasznie głupie.
     Gajeell spojrzał się zirytowany i kucnął przede mną, złość wykrzywiła jego twarz w grymasie. Jego zachowanie było aczkolwiek dziwne.
- Sama sobie robisz krzywdę. Nawet mi nie dajesz rady, a co dopiero jakiemuś rasowemu smokowi?
     Gdy wypowiadał te słowa utrzymywał ze mną kontakt wzrokowi. Jego spojrzenie wdzierało się w moją dusze, jakby mógł ją bez problemu odczytać. Chwycił mnie za ramiona i ścisnął na tyle mocno by zabolało. Skrzywiłam się, ale milczałam czekając na dalszy rozwój wypadków. Mój ukochany nie wytrzymał i przerwał ciszę, która przez chwilę otuliła nas niczym kokon.
- Mów, że coś ! - syknął.
       Spojrzałam na niego wielkimi oczyma, zszokowana jego uniesionym głosem. Co złego zrobiłam? Poczułam gorzkie, nieproszone łzy, który odkrywały moje słabości. Nie mogłam sobie pozwolić na płacz przy nim, bo inaczej to tylko pogorszy sytuacje. Dlatego szybko zamrugałam, aby pozbyć się słonych kropelek w kącikach oczu. Na moje nieszczęście, jak się okazało, mimo tego je zauważył.
- Nie okłamuj się, że jesteś wstanie dokonać cudu. Popatrz jak słaba jesteś.
      Zachłysnęłam się powietrzem. Jego słowa były jak sztylety. Z każdym kolejnym ranił mnie bardziej, jakby nie wiedział co to litość. Nigdy bym nie pomyślała, że tak srogo mnie oceni. On, który zapewniał mnie o swojej miłości. Musiałam to jakoś przełknąć. To nie mogło mnie powstrzymać przed wykonaniem mojego zadania.
     Jak miałam zareagować na oskarżenia?
- Milczysz... A jeszcze przed chwilą byłaś tak pewna wszystkiego. Rozumiem, że jesteś tylko mocna w sło...
      Moja dłoń sama skierowała się do jego twarzy i silnie zderzyła się z policzkiem. Czarne włosy opadły mu na twarz, a ja szybko cofnęłam dłoń do piersi chcąc tym samym wymazać mój czyn z pamięci.
      Siedziałam w kucyki czekając na nieuchronne. Odważyłam się spojrzeć na mojego ukochanego i widząc rozpacz w jego oczach nie wiedziałam, co począć. Sytuacja była napięta do granic możliwości, dlatego nie wytrzymałam i podniosłam się z ziemi. Stałam nad nim przez chwilę, mając nadzieję, że cofnie swoje słowa i zapewni mnie, że docenia moje starania. Samym spojrzeniem chciałam zmusić go do wstania, jednak on nawet nie ruszył palcem.
        Odwróciłam się w stronę domku Rikki i na odchodne powiedziałam:

- Rozumiem, że się boisz... Ja też, ale kocham cię tak bardzo, że to nie ma znaczenia. Nie będę czekać, aż smok przejmie nad tobą kontrolę i cię stracę. - nabrałam powietrza - Najbardziej boję się życia bez ciebie.
    Chciałam odejść, jednak jego słowa wryły mnie w ziemie i wbrew wszystkiemu wysłuchałam go.

- Czy nie uważasz, że to niesprawiedliwe? Ja mogę ciebie utracić, ale ty mnie nie... Jak mogę nie drżeć o twoje życie, gdy będziesz stawiała czoła smokom? Cholera... co mam jeszcze zrobić, aby cię zatrzymać ?! Nie pomyślałaś, co się ze mną stanie, gdy nie daj Boże, nie wrócisz? 
- Już tak wiele dla mnie zrobiłeś... Pozwól mi na to poświęcenie, proszę - szepnęłam
- Nie puszczę cię!!! - wstał. 
- Nie będziesz decydował za mnie ! - nasza potyczka słowa, wydawała się nie mieć końca.
      Spuścił ręce w bezradności, jakby pogodził się z moją decyzją. Nic już nie mówił, tylko patrzył na mnie zrozpaczony, błagając samym spojrzeniem. Nie mogłam tak tego zostawić, nie chciałam żegnać się w gniewie, bo jeśli to miało być moje ostatnie wspomnienie związane z nim, to nie tak powinno wyglądać. Byłam świadoma tego, że mogę zginąć już na wejściu, dlatego podbiegłam do niego i wtuliłam się z całych sił w umięśniony tors Gajeella. Wdychałam zapach jego ciała, aby przypadkiem nie zapomnieć jaki jest piękny i ile razy pobudzał moje zmysły. Palcami wodziłam po krzywiznach jego pleców, dotarłam do skrzydeł i zatrzymałam się. Cofnęłam ręce i ułożyłam je na męskiej piersi. Bez problemu wyczuwałam bicie serca, które synchronizowało się z moim. Wtedy byłam już stuprocentowo pewna, że zrobię wszystko, żeby wrócić i znowu tak się w niego wtulić.
       Zakrył moją dłoń, następnie uniósł ją do ust i złożył delikatny pocałunek. Zadrżałam. Potem złożył na moich ustach najdelikatniejszy pocałunek. Chciałam jednak więcej, uniosłam się na palcach i z pasją o jaką bym się nie posądziła, wpiłam się w jego miękkie wargi, soczyste niczym najwspanialszy owoc. Smak, który opanował moje zmysły i całkowicie mnie obezwładnił, sprawiając, był mieszanką najpyszniejszych smakołyków. Nogi mimowolnie ugięły się pode mną. Musiał to zauważyć, bo chwycił mnie delikatnie w pasie i uniósł do góry. Gdy jego język pieścił wnętrze mych ust i delikatnie muskał przy tym mój, czułam się całkowicie spełniona. I nic w świecie nie mogło zastąpić tego odczucia. Tak, to też powinnam zapamiętać.  Dla tego warto walczyć i umierać. A co najważniejsze - żyć...


***
      Wracaliśmy wtuleni w siebie, jakbyśmy chcieli zamienić się w jedno ciało. Serca już od dawna wybijały ten sam rytm, dusze zespoiły się jak dwa elementy układanki, więc nie wiele nas od tego dzieliło. Cisza tym razem nie miała złowrogiego oddźwięku, nie była też krępująca - to był po prostu inny sposób na rozmowę. Nawet nie zauważyłam, kiedy nauczyłam się czytać mu w myślach. Czy tak czuły się bratnie dusze? Dopełniały się i nie wyobrażały sobie życia samemu ?
     Dlatego tak ciężko było nam się rozstać, rozumiałam w całości wybuch Gajeella, bo i sama posunęłabym się do takich słów, przy próbie zatrzymania go. 

      Z oddali zamajaczył nam domek Rikki, która stała w drzwiach, jakby wyczuwała z daleka naszą obecność. Bez słów wpuściła nas do środka i zaczęła coś przerzucać w szufladach. Ze spokojem czekałam na to, czy się odezwie. Jednak przez pierwsze dziesięć minut krzątała się po domu, raz po raz znikając - tak bynajmniej się domyślałam - w sypialni. W końcu zatrzymała się, gdy stolik w salonie był obłożony najróżniejszymi rzeczami.
- Podejdź proszę, Levy - skinęła na mnie.
       Zrobiłam to i stanęłam naprzeciw niej. Najpierw wzięła do ręki piękny, złoty kompas zawieszony na równie złotym łańcuszku. Od razu zawiesiła mi go na szyi, spoczął na mojej piersi. Rikka położyła na nim dłoń i patrząc mi w oczy, powiedziała:
- Doprowadzi Cię do miejsca, którego odnalezienia będziesz pragnęła z całego serca.
        Następnie sięgnęła po piękny, koloru mchu, zdobiony złotym haftem płaszcz i okryła mi nim ramiona. Miałam wrażenie jakby po plecach spłynął mi wodospad. Materiał odzienia był delikatny, jakby same wróżki utkały go z pajęczej nici. Dotknęłam jego sploty, był chłodny a zarazem ciepły w dotyku, jakby ciągle zmieniał swoją temperaturę.

- Jest dobry na każdą pogodę, nie zmarzniesz wieczorem ani nie przegrzejesz w ciągu dnia. 
       Sięgnęła również po solidnie wyglądające buty ze skóry, które nadawały się bardziej na wędrówkę niż moje za delikatne na to sandały. Dała mi też wygodne spodnie do kolan i bluzkę, szybko poszłam w ustronne miejsce, by zdjąć sukienkę, którą miałam do tej pory na sobie. 
         Potem usiedliśmy w czwórkę i czekaliśmy na wschód słońca. Miałam wyruszyć jeszcze dziś i kierować się na wschód do jaskiń, w których schronie się pierwszej nocy. Rikka opowiedziała mi sporo o okolicy, czego mogę się spodziewać, po drodze. Najpierw będę szła z nurtem rzeczki, gdzie las na wokoło jest najgęstszy i w razie niebezpieczeństwa łatwo będzie się w nim ukryć. Gdy tylko natknę się na wodospad muszę odbić w prawo, żeby nie znaleźć się w otwartej przestrzeni. Wtedy już łatwo dotrę do jaskiń. Pierwsza noc będzie spokojna, jak obiecała mi smoczyca, jednak kolejne już niekoniecznie. Dalszą drogę miał wskazać mi magiczny kompas.
     Słysząc to Gajeel zrobił się jeszcze bardziej posępny. Samym spojrzeniem nakazywałam mu się nie wtrącać, abym mogła wszystko dokładnie zapamiętać, bo to mogło uratować mi życie. Kiedy tylko Rikka wyjaśniła mi wszystko, na co powinnam uważać, wyjęła z kieszeni przepiękny kryształ odbijający światło słońca, wpadające przez jedno z okien. Wysiał na delikatnym łańcuszku ze srebra i w jakiś sposób przyciągał mnie do siebie. Wychyliłam się do przodu, aby lepiej mu się przyjrzeć, był idealnie gładki. Rikka wyciągnęła wisior w moja stronę i delikatnie ujęłam go w palce. 
- Pilnuj go, bo bez niego misja się nie powiedzie. Gdy tylko dotrzesz do Świętego Ognia włóż w niego kryształ. Wchłonie on ogień i to wystarczy bym mogła przeprowadzić rytuał.
    Powiesiłam go na szyi i schowałam pod bluzką, kamień był chłodny, ale to dobrze, dzięki temu ciągle będę go czuła. Smoczyca spoglądała na mnie z troską wyrysowaną na twarzy, ale i z wielkim szacunkiem. 
- Jesteś głodna ? - spytała.
    Pokręciłam głową, nie razie nie byłam wstanie nic przełknąć, bo wbrew pozorom jakie stwarzałam, byłam cała roztrzęsiona w środku. Bałam się, że zawiodę i nie wrócę, a przez to Gajeel zostanie sam ze złamanym sercem.
- W takim razie prześpij się, żeby nabrać jak najwięcej sił. Ja w tym czasie przygotuję ci prowiant i wszystkie niezbędne rzeczy na wyprawę. Możesz iść do mojej sypialni, masz jakieś dobre pięć godzin snu przed sobą - uśmiechnęła się łagodnie. 
     Wstałam wolno i skierowałam się do pokoju, aby udać się na ostatni spokojny odpoczynek. Gajeel ruszył za mną, bo od momentu naszej "rozmowy" nie potrafił zostawić mnie samej, jakby korzystał z każdej chwili, jaką może ze mną spędzić. Cieszyło mnie to, bowiem jego obecność jak nic innego dodawała mi odwagi. A teraz bardzo jej potrzebowałam. 
     Ściągnęłam pelerynę i buty, które dostałam od Rikki i które znów założę za kilka godzin. Położyłam się na miękkim łóżku i natychmiast poczułam zmęczenie.  Gdy zasypiałam Gajeel siedział na brzegu łóżka i delikatnie przeczesywał moje włosy. Równomierne ruchu jego ciepłej dłoni szybko popchnęły mnie, ku rozłożonych w zapraszającym geście ramionom Morfeusza. Zamykając oczy usłyszałam tylko:
- Nie zasługuje na Ciebie...

 ***
   

    Po czasie krótszym niż pięć minut - tak bynajmniej mi się zdawało - poczułam jak ktoś lekko mną potrząsa. Ten ktoś to był Gajeel, bo po chwili poczułam ciepłe wargi na policzku i usłyszałam cichy szept:
- Słońce zachodzi - w głosie tego wspaniałego mężczyzny słuchać było poddanie. 
    Szybko wstałam, mimo protestów ukochanego, abym tak bardzo się nie spieszyła, zaczęłam się ubierać i wyskoczyłam jak z procy do salonu, gdzie czekała na nas Rikka. Włożyła mi w dłonie skórzany plecak wypchany po brzegi najpotrzebniejszymi rzeczami, do jednego z jego boków przytwierdzony był koc, a do drugiego cienka, ale wyglądająca na wytrzymałą, lina. Gdy tylko założyłam go sobie na plecy - co było dla mnie zaskoczeniem - ucałowała mnie w czoło. Miało to dziwny wyraz błogosławieństwa. 
- Będę ciągle o tobie myśleć i prosić niebiosa o opiekę nad tobą.
     Jej gest był przepiękny, tak że w moim oczach zabłysły łzy wzruszenia, ale znów powstrzymałam się przed płaczem. Dopiero, kiedy zniknę z zasięgu ich wzroku pozwolę sobie na to.
- Dziękuję - uścisnęłam ją.
- Pożegnajcie się - powiedziała i zniknęła w kuchni.
      Spojrzeliśmy na siebie, lekko chwyciłam jego silną i tak dobrze znaną mi dłoń, w którą moja wpasowywała się idealnie. 
- Wyjdźmy przed dom - szepnęłam
    Staliśmy przez chwilę w milczeniu, patrząc na zachodzące słońce, które było wyznacznikiem naszego czasu. Niedługo zapadnie zmierzch, mogące być zarówno początkiem wszystkiego jak i zakończeniem wspólnej historii. Czuliśmy powagę sytuacji, nie było już żadnych krzyków, złych spojrzeń oraz wyrzutów. 
- Wiesz, że zawsze będę cię kochała? - szepnęłam, opierając czoło na jego ramieniu.
- Tak samo jak i ja ciebie - gwałtownie przygarnął mnie do piersi.
       Nic więcej nie powiedzieliśmy, tylko żyliśmy sobą nawzajem. Może minęły sekundy, godziny, czy nawet dni, nie miało to większego znaczenia. Czasami czas schodzi na drugi plan i pozwala miłości grać główną rolę, ale tylko przez chwilę, bo niestety historia musi się toczyć. Aktorzy muszą znowu grać według scenariuszu życia.
       Ten stan w który wpadliśmy przerwało nadejście Rikki i jej słowa:

- Już czas.
        Poprawiłam plecak na ramionach i uśmiechnęłam się do nich krzepiąco. Wymieniłam ostatnie rozpaczliwe spojrzenie z Gajeel'em i ruszyłam ku przeznaczeniu. Nie próbowałam się odwracać, bo wiedziałam, że jeśli to zrobię to odwaga całkowicie mnie opuści.
      Stawiałam w miarę pewne kroki, coraz bardziej zagłębiając się w olbrzymi las. Mając pewność, że zniknęłam z zasięgu wzorku ukochanego, pozwoliłam tak długo przetrzymywanym łzom popłynąć wartkim strumieniem. Słone krople jak deszcz obmywały moje policzki i skapywały z brody na żyzną, porośniętą mchem ziemię. 
     Szłam na wschód na pomocą kompasu, nawet nie zauważając, kiedy przestałam płakać. Mała rzeka, przecinająca zieloną krainę jak wstęga, wskazywała mi drogę. Myślałam, że moja podróż do wodospadu, o którym mówiła mi Rikka będziesz dłuższa. Szacunkowo mogłam przebijać się przez leśną gęstwinę około czterech godzin. Na niebie zalśnił księżyc, którego ledwo widziałam przez majestatyczne korony drzew. Jedynie on oświetlał mi ścieżkę, ku jaskiniom, jaką obrałam po tym jak skręciłam w prawo. 
      W czasie wędrówki słuchałam jak urzeczona śpiewu cykad, latających tuż nad moją głową. Czasami pozwalałam sobie na obserwowanie ich, jak przemykały w świetle księżyca, przez resztę czasu czujnie obserwowałam, czy ktoś za mną nie idzie. Gdy tylko słyszałam podejrzany dźwięk łamania gałęzi, czy szelest w krzakach kucałam tuż przy ziemi i czekałam, czy to nie aby nie zbliża się ktoś niekoniecznie dobry. Często okazywało się, że to jelenie przemykały wśród drzew - na szczęście nie natknęłam się na żadne dzikie zwierzę. 
    Po niecałych trzech godzinach dotarłam do jaskini, która okazała się doskonałym noclegiem. Była bardzo duża, więc nie łatwo będzie mnie znaleźć. Jej ciemności ukryją mnie przed wzrokiem smoków. Rozłożyłam koc na płaskim podłożu mojego schronienia na dzisiejszy dzień - wstawało już słońce. W dzień miałam spać i dopiero późnym popołudniem kontynuować podróż do Góry Przodków. 
   Zmęczona kilku godzinną wędrówką, bez chwili przerwy, szybko zasnęłam upewniwszy się, iż okolica jest bezpieczna.

***
       Obudziłam się, gdy słońce było już bardzo nisko na nieboskłonie - było to dziwne z racji tego, iż panowało tu teraz lato i  powinno być o wiele wyżej. Widocznie ten świat rządził się swoimi prawami, co było mi akurat na rękę, mogłam bezpiecznie chodzić po lesie nocą. 

     Szybko się spakowałam i wyszłam, aby upewnić się, że na niebie nie ma żadnego smoka. Żadnego nie widziałam, wytężyłam więc słuch. Wsłuchiwałam się w krainę, mogłam przecież też usłyszeć, jak ogromne skrzydła tych stworzeń przecinają powietrze albo jak z gadzich gardeł wyrywa się ryk. Po dziesięciu minutach dokładnych obserwacji ruszyłam w drogę. 
     Nagle usłyszałam za sobą szelest, odwróciłam się gwałtownie wypatrując niebezpieczeństw. Jednak coś podobnego się nie powtórzyło więc ruszyłam do przodu. 
- To znowu te głupie jelenie - wymamrotałam pod nosem.
     Znowu to usłyszałam. Tym razem szelest był głośniejszy, towarzyszył mu dźwięk pękającej pod naciskiem suchej gałązki. Przystanęłam. 
- Tym razem to nie jeleń, niestety - wymruczał ktoś za mną. 
   Odwróciłam się.

-----------
Specjalna dedykacja dla Zuzi, która była dla mnie wielką pomocą, przy pisaniu owego rozdziału. Dziękuję Ci za to, że mimo braku czasu... dla mnie go znajdujesz i czytasz to  <3

środa, 11 marca 2015

Rozdział 13 - Kraina Smoków

    Witam po dość długim czasie :D Otóż miałam zastój, nawet bardziej niż zastój. Często pojawiają się wątpliwości, co do tego, czy blog jest ciekawy, czy jego treść wzbudza zainteresowanie. Wiem, że wiele jeszcze nie potrafię, dlatego dziękuję każdemu kto czyta efekt mojej pracy :) Mam nadzieję, iż chociaż trochę podoba się Wam mój pomysł ? Czy nie jest oklepany? Czy fabuła jest nudnawa ? Hmm... no cóż, zabieram się do pisania :D

****
   W końcu podnieśliśmy się z piasku, zrobiliśmy to z pewnym ociąganiem. Jakbyśmy chcieli odłożyć naszą misję na inny czas. Wiedziałam, że nasza podróż będzie nie tyle co trudna, ale i niebywale niebezpieczna. Zdawałam sobie również sprawę z tego, iż nie było zbyt wiele opcji do wyboru. Byłam również świadoma emocji jakie kłębiły się w Gajeelu - niepewność, strach, a od kilku minut zaczęła kiełkować w nim nadzieja, dlatego też nie mogliśmy zmienić planów odnośnie Krainy Smoków.
   Wyciągnęłam rękę do mężczyzny, którego obiecałam sobie chronić. I może to śmiesznie brzmi, bo przecież jest ode mnie o wiele razy silniejszy. Będę go chronić przed nim samym. 
   Chwycił moją małą dłoń, która prawie znikła w jego dużej, ciepłej tak samo jak przed przemianą. Spojrzałam na niego i kiwnęłam mu głową, na znak, iż jestem gotowa ruszyć w głąb wysepki. Odpowiedział mi podobnym gestem i ruszyliśmy. 
     Doszliśmy do linii drzew, Gajeel ruszył przodem i robił dla nas przejście przez gęste krzaki, wśród których kryły się - niestety zauważyłam - węże i różnorakie jaszczurki. Po plecach przeszedł dreszcz, gdy jeden z nich wychylił w moją stronę gadzi łeb. Zrobiłam jeden krok w bok, aby oddalić się od wstrętnego stworzenia, jednak przez to zbliżyłam się do tych po prawej i jeden z nich dotknął mojej nogi. Pisnęłam ze strachu i uwiesiłam się na Gajeel'u który spojrzał na mnie zdziwiony. 
- Co jest ? - spytał zaciekawiony.
- Yyy, tu są węże - odpowiedziałam drżącym głosem.
- Eh... Jesteś niemożliwa !- zaśmiał się.
- Co ?! - oburzyłam się.
- No niewiarygodne. - pokręcił głową i dodał - Ja jestem w połowie smokiem i się mnie nie boisz, a drżysz na sam widok maleńkiego węża. W sumie powinien poczuć się urażony ... to jakby mój krewniak.
      Spojrzałam na niego z pode łba, ale jednocześnie cieszyłam się, że się trochę rozluźnił.
- Żaden krewniak, to niemożliwe, żebyś był spokrewniony z takimi ohydztwami, blee. Jesteś na to za przystojny.
- Przystojny, powiadasz ? - uniósł zawadiacko prawy kącik ust.
- Yhmm i do tego seksowny, silny, odważny ...
- Cieszę się, że tak myślisz.
- Proszę bardzo. Jednak tego nie można powiedzie o mnie - westchnęłam.
   Stanął jak wryty i zaczął się we mnie wpatrywać, jego wzrok był na tyle intensywny, że po chwili z powodu zmieszania zaczęłam nerwowo załamywać palce. Czułam zdradziecki rumieniec wkradający się na blade policzki, ukazujący moje zmieszanie. Za każdym razem jego spojrzenia tak na  mnie działały i nie mogłam nic na to poradzić 
- Jak dla mnie, niczego ci nie brakuje. Jesteś słodka i seksowna, inteligenta oraz odważna, bardziej ode mnie. 
    Zarumieniłam się, ale nie zdążyłam mu odpowiedzieć, gdyż za jego plecami mignęło mi niesamowicie niebiesko - czerwone światło. Wysunęłam się do przodu i z otwartymi ze zdziwienia  ustami zapatrzyłam się w wielki portal, przez który bez problemu przemieści się smok. Usłyszałam jak Gajeel podchodzi do mnie, nie spojrzałam na niego, bo skupiłam się na przejściu do świata smoków. Mienił się wszystkimi odcieniami niebieskiego, w które wpleciona została szkarłatna wstęga. Owe smugi czerwonego światła wyciągały się w naszym kierunku, jakby nęcąc abyśmy weszli do środka. 
- Wow, niezłe - wyszeptałam.
- To jak? Idziemy ? - wyciągnął do mnie ponownie swą dłoń.
    Poczułam się sto razy bezpieczniejsza, gdy czułam jego dotyk. Jakby odbierał mi mój strach i brał go dla siebie. 
    Ruszyliśmy ku nieuniknionemu, nasze kroki wydłużały się im bliżej byliśmy celu. Może baliśmy się, że jeśli zwolnimy to weźmiemy nogi za pas i jak tchórze uciekniemy z tej wyspy? To było bardzo możliwe. W sumie kto by się nie bał? Rzeczy nieznane mogą nas zachwycać, na tyle, iż zapragniemy je poznać, dogłębnie zbadać albo wręcz przeciwnie, budzą w nas lęk i dziwny niepokój. To nasz instynkt podpowiada nam czego mamy się obawiać. I właśnie w tamtym momencie krzyczał do mnie, abym zawróciła i już nigdy nie postawiła nogi na tej ziemi. 
    Zaparłam się samej siebie, zebrałam całą odwagę i wkroczyłam w światło za moim ukochanym. Przez chwilę nie czułam nic, można by było nazwać pustką, jeśli w ogóle można ją czuć. Czym jest pustka? Może to, gdy nie posiadasz zdolności myślenia, twoje odczucia są ci tak obce, że nie potrafisz ich opisać. Kiedy znikają uczucia stosujesz taką definicję. 
    Po chwili uznałam, że nie odczuwanie niczego może być łaską, bo poczułam silne kłucie w klatce piersiowej. Ból rozprzestrzeniał się po moim ciele, jak ogień trawiący dom. Kolejne segmenty zostały podawane niewyobrażalnym torturom. Pomyślałam o Gajeellu, nadal trzymałam jego dłoń, ale nie czułam jego obecności, dlatego nie mogłam stwierdzić, czy i on cierpi. 
    Ból dotarł do serca, czułam że zaraz wybuchnie jak bomba z opóźnionym zapłonem. Nagle tak szybko jak ból przyszedł tak szybko zniknął. 
    Światło mnie oślepiło i znów mogłam normalnie myśleć. Po chwili widziałam wszystko wyraźnie. Z wrażenia aż puściłam dłoń, która była dla mnie jak kotwica przytrzymująca mnie w spokoju. 
    Zadarłam głowę, aby objąć wzrokiem ogromnie drzewa sięgające wysoko ponad chmury na nieboskłonie. Konary wiły się w dziwnych splotach i łączyły w ten sposób drzewo z drzewem. Przypominały wielkie obejmujące się ramiona. Wszystko wydawało się być powiększone, nawet trawa sięgająca mi do połowy łydek. Soczyście zielony mecz był grubszy i miększy, więc mógł uchodzić na naturalny dywan. W oddali przemykały zwierzęta różnej maści, od powiększonych jeleni do królików także nienaturalnej wielkości.
- Hmm, to... - wymruczałam - Może najpierw poszukajmy jedzenia ? Wiele godzin minęło od momentu, gdy mieliśmy coś w ustach. Musimy nabrać sił przed wyprawą, a także należy określić plan działania. Nie możemy bez żadnego przygotowania zacząć poszukiwań. Tak naprawdę wiemy tyle, że możemy zwrócić do Igneella, jeśli w ogóle tu jest. Co jeśli go nie znajdziemy ...?

    Ruszyłam naprzód nie czekając na odpowiedź Gajeella, bo zapewne będzie sarkastyczna. Uzna, iż za wiele myślę na raz i powinnam ochłonąć. 
  Szłam w kierunku, gdzie trawa była zieleńsza, liście większe i grubsze niż te które były wystawione na działanie promieni słonecznych. Może w pobliżu jest jakieś źródło wody?
- Skąd wiesz w którą stronę mamy iść ? Przecież to istna dżungla ! - zdumiał się mój ukochany.
- Zauważyłeś jelenie, który szły w tym samym kierunku co my teraz ? Zwierzęta roślinożerne zazwyczaj pasą się nie daleko wody.  Spójrz też na rośliny, tutaj rosną gęściej, więc to kolejna wskazówka.
- Bez ciebie bym zginął - sapnął. - A co z jedzeniem ?
- Jak na razie zbieraj te jagody - wskazałam na rząd krzaków, na których rosły smakowicie wyglądające owoce - Będziemy je jeść po drodze, potem zobaczymy.
- Mogą być trujące - spojrzał krzywo na jagody.
- Ptaki je jedzą, to i my możemy je zjeść - westchnęłam.
   Ruszyliśmy dalej, uspokoiliśmy troszkę nasze puste żołądki. Podziwialiśmy barwne ptaki na gałęziach, wyśpiewujące nieznane nam piosenki. Każdy z ich treli był czysty i tak piękny, iż chwytał za serce. Nigdy nie widziałam takich gatunków, napotykane przez nas rośliny też były inne niż w naszym świecie. 
    Po pewnym czasie Gajeell przystał i kazał mi również się zatrzymać. Zamarliśmy. Obrócił się i zaczął wsłuchiwać w las, zamknął oczy, aby nic go nie rozpraszało. I po chwili ruszył przed siebie, prowadząc mnie za rękę.
-Co jest? -spytałam
- Słyszę wodę, a tak dokładnie strumień. Niezbyt wielki... 
- Wow, ja jeszcze nie słyszę - wyburczałam
- Mam bardziej wyostrzone zmysły, słonko - uśmiechnął się zadziornie
- Chwal się, chwal...
     Nie skomentował tego, tylko kontynuował nasze poszukiwania. Drzewa zaczęły się przerzedzać iw końcu trafiliśmy na polane, którą przecinał w poprzek strumień o mocnym nurcie. Na brzegu leżały duże kamienie, niektóre ułożone jedno na drugim. Dziarskim krokiem poszłam do strumienia, gdy nagle za jedno z głazów wyłoniła się jakaś postać. Podskoczyłam w miejscu ze strachu i cofnęłam się do Gajeella, nie wiedząc z kim mamy do czynienia. 
   Najpierw ujrzałam niesamowicie zielone i długie włosy, które ciągnęły się za ich właścicielką, która miała wręcz idealne rysy twarzy. Spoglądały na nas oczy koloru kory dębu, okalane czarnym wachlarzem rzęs. Nie patrzała na mnie ani na Gajeella z wrogością, tylko z czystym zainteresowaniem. Najbardziej skupiła się na moim mężczyźnie, otaksowała swym magnetycznym spojrzeniem całą jego sylwetkę. Gdy skończyła oględziny zaczęła iść w naszą stronę powolnym krokiem, jakby chciała nam przekazać, że nie ma złych zamiarów. Mimo, że było nas dwoje, a Gajeell wyglądał na groźnego przeciwnika, coś mi mówiło, że jest ona od nas o wiele silniejsza. Dlatego przytrzymałam mojego towarzysza w miejscu, który aż się palił aby wyjść na przeciw tajemniczej kobiecie. 
    Zatrzymała się jakieś dwa metry od nas i - co mnie bardzo zaskoczyło - uśmiechnęła się promiennie. Ten uśmiech sprawił, że była jeszcze piękniejsza - o ile to możliwe, bo była przecudna. 
- Witajcie, skąd przychodzicie? - jej głos był równie onieśmielający, to jakby rozdzwoniły się małe dzwoneczki. 
   Odkaszlnęłam i odpowiedziałam jej.
- Ze świata ludzi i magów, z królestwa Fiore. 
-Ah, tak. To na was czekałam - moja dolna szczęka musiała znaleźć się na ziemi, bo roześmiała się - To prawda, wasza obecność w Krainie Smoków nie jest dla mnie zaskoczeniem. Jestem wieszczką smoków, sama kiedyś nim byłam, ale z pewnych względów zostałam wyłączona z ich społeczności i co się z tym łączy zostałam zaklęta w człowieka. 
   Spojrzałam na nią zaintrygowana. Co takiego zrobiła, że została wykluczona ? Chyba ujrzała to pytanie w moich oczach, bo powiedziała.
- Zaraz wam wszystko opowiem - skinęła na nas dłonią i dodała - Ale najpierw napijcie się ze strumienia. Powiadają, że woda z niego leczy rany, dodaje sił a nawet odmładza.
    Woda była czystsza niż ta w naszym świecie, promienie słońca odbijały się od jej powierzchni, a dno było idealnie widocznie. Jej chłód był jak balsam dla mojego wysuszonego na wiór gardła. Jęknęłam z zachwytu. Po tylu nieszczęściach, które mnie spotkały ugaszenie pragnienia, było czymś niesamowitym. Spojrzałam na swoje odbicie, wyglądałam o wiele poważniej niż przed dwoma tygodniami. 
- Teraz wyruszymy do mojego domu niedaleko strumienia. Musicie zjeść porządnego i wtedy wam wszystko wyjaśnię. - powiedziała do nas zielonowłosa - A tak przy okazji mam na imię Rikka.
- Ja jestem Levy - skinęłam przyjaźnie głową - A to Gajeell.
    Nie kłamała, jej chatka, która zbudowana była z drewna stała rzut beretem od rzeczki. Wyglądała jakby wyrosła z ziemi, gęste pnącza obrastały ściany, także ledwo można było je zobaczyć. Poczułam się w jak bajce, może za rogu wyjdzie Królewna Śnieżka ze swoimi krasnoludkami? Zaprosi nas do środka upewniając się wcześniej, że nie jesteśmy złymi ludźmi w przebraniu.
   Rikka ugościła nas w przytulnej jadalni i postawiła na stole pięknie pachnącą potrawkę. Od razu zaczęliśmy jeść, uprzednio dziękując za gościnę. Gdy skończyliśmy przenieśliśmy się do solanu, gdzie stały dwie skórzane sofy okryte zielonym pluszem, gdy usiadałam na jednej z nich poczułam się niebiańsko. Wszystkie moje mięśnie rozluźniły się. Gajeell usiadł obok mnie, ujął moją prawą dłoń, którą zaczął głaskać automatycznie.
   Rikka spojrzała na nas, jakby czekała aż będziemy gotowi na rozmowę. Skinął głową w jej stronę, aby zaczęła. 
    Zielonowłosa westchnęła głęboko, zamyśliła się na chwilę i słabym głosem, innym niż wcześniej zaczęła opowiadać.
- Jeśli macie wszystko zrozumieć, muszę najpierw opowiedzieć wam moją historię. - w jej oczach zobaczyłam ból - Kiedyś nazywano mnie Rikką Córką Ziemi, dlatego, że byłam jedynym smokiem ziemi, a dokładnie wyłoniłam się wprost z jej wnętrza. Nie długo po moim przyjściu na świat okazało się iż kontroluję żywioł, który powołał mnie do życia. Nie na tym kończyły się moje zdolności, posiadałam także moc zaginania granicy między światami, to znaczy, że mogłam tkać portale. To ja stworzyłam te przejście, przez które się tu dostaliście. Zrobiłam to na rozkaz smoków, które górowały nade mną mocą a przede wszystkim wpływami na innych. Nie chciałam nigdy tego robić, dlatego nie mówiąc nic nałożyłam ograniczenia na portal, których nikt prócz mnie nie zdejmie. Dzięki temu jest on otwarty tylko co kilka lat i nie może przez niego przejść więcej niż dwie istoty, czy to są smoki, ludzie, czy też pół-smok, pół człowiek - zerknęła znacząco na Gajeella - Gdy tylko wyższe smoki dowiedziały się o tym, uznali to za zdradę i wygnali mnie do lasu zaklinając w człowieka. Jednak nie wiedzieli, że znam się na wielu innych rodzajach magii. Doznałam wizji w której zobaczyłam nieszczęśliwego mężczyznę, który miał to czego pragnęłam najbardziej. Esencję smoka, mogąca przywrócić mi dawną postać. Czekałam aż do dzisiaj z utęsknieniem w nadziei, iż pojawi się i znowu będę mogła normalnie żyć.   
- Ich kara nie była aż tak surowa - zauważyłam - Myślałam, że smoki to bardziej srogie stworzenia.
- Masz racje, na początku chcieli mnie zgładzić, ale powiedziałam, że jeśli to uczynią portal zniknie wraz ze mną i nigdy nie wyjdą poza ten świat. Zaklęcie mnie w człowieka i tak jest okrutną karą, naprawdę ciężko było mi się przyzwyczaić i żyć w miarę normalnie. Samotność była równie bolesna i dotkliwa.
- Naprawdę ci współczuję - spojrzałam na nią łagodnie.
- Rozumiem co czujesz - wtrącił Gajeell - Nie utraciłem całego człowieczeństwa, ale czuję się strasznie obco. Jakby w każdej chwili smok we mnie mógłby przejąc nade mną kontrolę.
- Czyli oboje pragniemy tego samego. Powrotu do normalności - uśmiechnęła się Rikka
- Czy znasz sposób na to, żeby to wszystko odkręcić ?
- Znam. Jestem gotowa od wielu, wielu lat. 
- Więc ?
- Wyciągniemy z ciebie esencję smoka, cząstkę jego duszy i umieścimy we mnie. Jest to bardzo skomplikowane. Trzeba skupienia i dużo, ale to dużo cierpliwości. Należy sięgnąć po bardzo starą magię, zapomnianą nawet przez smoki, ale nie przeze mnie. Musimy odprawić swego rodzaju rytuał, dzięki któremu będziesz wstanie poczuć samego siebie i oddasz mi to czego nie potrzebujesz. Zrobisz to samo, co zrobiono tobie. 
- Tylko tyle ? - spytałam zdziwiona
    Spojrzałam na mojego ukochanego, w jego oczach narastała radość tak ogromna, że rozświetlała je od środka. Baliśmy się tej podróży, a okazało się, iż nie wiele potrzeba, aby wszystko wróciło do normalności. Już nie długo mieliśmy wrócić do domu.
   Uśmiechałam się upojona szczęściem, kiedy słowa Rikki podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody.
- Aż tyle.. - uśmiechnęła się smutno - Potrzebny nam jest święty ogień, który płonie na Górze Przodków. Jest on pozostałością po pierwszym smoku, tylko nim mogę nakreślić krąg w którym wymówię zaklęcie. Zdobycie go jest wręcz niemożliwe, pilnuje go kilkanaście smoków, przez wzrokiem których nie da się przemknąć. Ja nawet nie mogę się tam zbliżyć, zresztą ty Gajeellu też nie podejdziesz pod górę, bo masz w sobie smoka. Każdy, kto choćby ma w sobie malutki pierwiastek  jego duszy zostanie wykryty i wyrzucony.
- Ale przecież jesteś człowiekiem - powiedział Gajeell
- Jestem tylko zaklęta w tej formie, w środku jestem stuprocentowym smokiem. Nie jesteśmy wstanie zdobyć świętego ognia. Przepraszam, ale nie znam żadnego innego sposobu niż ten...
  Oboje posmutnieli, nadzieja w Gajeellu gasła z każdą sekundą. Patrzałam na niego z niepokojem i pragnęłam coś zrobić. Jeśli jest teraz w połowie smokiem, nie dotrze do Góry przodków. Tu jest potrzebny ktoś, kto jest człowiekiem, ktoś kto nie posługuje się nawet magią smoczych zabójców. Człowiek ! Tak, przecież, to ja mogłam wejść na tą górę. Ale czy będę wstanie sama to zrobić ? Tak, dla niego tak !
- Ja to zrobię - krzyknęłam
   Spojrzeli na mnie z osłupieniem. Mój ukochany patrzał na mnie z niedowierzaniem i przestrachem.
- Nie puszczę cię - odrzekł stanowczo
- A właśnie, że mnie puścisz, nie możesz mi rozkazywać. Zostaniesz tu, a ja wyruszę na poszukiwania. - spojrzałam na niego - Tu nie chodzi tylko o to, że chcę to zrobić dla ciebie. Pragnę dowieść sobie samej, iż jestem silna, odważna na tyle aby być ciebie godną. A poza tym nigdy bym sobie nie wybaczyła, gdybym nie zrobiła niczego. Wiem, że się o mnie boisz, ale już zdecydowałam. Jutro wyruszę jeśli to możliwe i zawalczę o nas. O czas dla nas...

poniedziałek, 2 marca 2015

UWAGA CZYTELNICY !

Wiem, że zalegam z rozdziałem. Przepraszam za to, jeszcze w tym tygodniu lub następnym ( ale najpóźniej w środę 09.03.2015 ! )postaram się go umieścić na blogu :) Proszę o trochę cierpliwości :)

sobota, 24 stycznia 2015

Mam wiadomość !!

Gajeell : Hej, Levy !!
Levy: Co znowu?! Czytam kolejny rozdział o nas! Niku znowu robi nam krzywdę ! Co za baba !
Gajeell: Hę? Znowu Cię ktoś gwałci ? :O
Levy : Nie głupolu !
Gajeell: Mam ważną wiadomość !
Levy: Ty? I ważna wiadomość ! Wolne żarty...hihi
Gajeell: Co to miało znaczyć ?
Levy: Nic, nic... to jaką masz wiadomość?
Gajeell: Niku stała się współautorką bloga "Kłamstwa utopione w morzu łez" , macie linka! ----> http://klamstwa-utopione-w-morzu-lez.blogspot.com/
Levy: Woooow! Może zacznie się wyżywać na kimś innym ...
Gajeell: Na mnie też się wyżywa, nie marudź!
Levy: Pff... ta, jasne. Haha!
Gajeell: Taaak... nie czytałaś?
Levy: Właśnie miałam czytać, ale mi przerwałeś, geniuszu.
Gajeell: Taaa... jak zawsze słodka i niewinna.Psytt(mówi szeptem)...Tak naprawdę to ona jest złaaaa...nie dajcie się nabrać!
Levy: Wszystko słyszę, idioto !
Gajeell:Taa... także lecimy ! Papa :D
Levy: Papa! Czytajcie obydwa blogi, serdecznie do tego zachęcamy :D


***
Niku - chan : Ja się niby wyżywam !? Jeszcze się doigracie :D
Youki: Ciiiiicho, wystarczy, że dręczysz moją główną bohaterkę :C
Niku: Pfff...
Youki: Jak ja ci "pyfnę" to... to..."pyfniesz"
Niku: Serio "pyfniesz", nie stać Cię na coś oryginalniejszego :P
Youki: Mogłabym Cię zgasić i do bólu zniesmaczyć, ale wystraszę Ci czytelników :D Więc, Bayooo!
Niku: Bayooo... srayoooo! Zboczuchu !
Youki: Ja? Zboczuch ?
Niku: Tak ! Ty! Papa, Moi Drodzy !

niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 12 - Decyzja

 Heeej ! Przepraszam,że tak długo :( Ale nie miałam dostępu do internetu ;___; Mam nadzieję, że nie wyszłam z wprawy :) Zapraszam do czytania !



                                                                       Levy



        Tuliłam do siebie Gajeella tak kurczowo, jakby bała się, że zaraz zniknie, uleci z moich objęć jak marzenie senne. Nawet nie wyobrażałam sobie takiego obrotu sytuacji, widok ukochanego, który wił się z bólu, przeżywał nie wyobrażalne cierpienie, a potem w dodatku zamienił się w pół smoka - pół człowieka... bałam się, strasznie się bałam. Jak on to przyjmie? Czy zaakceptuje nowego siebie? 

        Pod palcami czułam twarde jak z tytanu, łuski, zachodzące słońce odbijało się od srebrno - szarej powierzchni. Przejechałam po jego ramionach, w niektórych miejscach z pod skóry one nie wyrosły,  moje dłonie zawędrowały na plecy i zetknęły się z ogromnymi skrzydłami. Było w nich coś przerażająco pięknego, ale ciężko było mi ubrać w słowa, co to było. Może przepiękny hebanowy odcień? Albo ich gładkość, miałam wrażenie, iż dotykam najwspanialszą z tkanin. 
       W końcu spojrzałam mu w oczy, patrzał przed siebie, wzrok miał wbity w horyzont, jednak sprawiał wrażenie, jakby nie widział nic. Od momentu, gdy pomogłam mu usiąść i wpadłam w jego ramiona nie powiedział nic, milczał jak zaklęty. To nie on przyciskał mnie do swojego ciała, to ja sama do niego przywarłam.
- Gajeell? - szepnęłam cicho.
       Jego wzrok powoli przeniósł się na mnie, jakby dopiero teraz mnie zauważył. Nic nie odpowiedział.
Nagle z przerażeniem uświadomiłam sobie, że w jego oczach zaczęły zbierać się łzy, tylko raz widziałam, jak płacze, dlatego było to dla mnie zaskoczeniem. 
- Gajeell?! Proszę, powiedz coś ! - wykrzyczałam ze słyszalną w głosie narastającą histerią.
- Levy ...
       Jego dłoń spoczęła na mojej głowie, delikatnie mnie po niej głaskał, ten czuły gest wcale mnie nie uspokoił, wręcz przeciwnie, byłam coraz bardziej zaniepokojona. 
- Czym ja się stałem ?
      Słyszalna w jego głosie bezradność dobijała mnie, cóż mogłam zrobić? Zawsze był taki energiczny, gotów do walki za przyjaciół, poświęcał się dla gildii całkowicie, bezinteresownie. Grał twardziela, który nie wie co to czułość i wrażliwość, ale w ciągu tych kilkunastu dni okazało się, że posiada te cechy, tylko bardzo głęboko je skrywał. 
       Był wstanie walczyć za innych, dla innych, więc dlaczego nie potrafi dla siebie ?!
- Błagam nie poddawaj się, walcz!
- Po co ? Po co mam walczyć, skoro już na wstępie jestem przegrany ? Jaki to ma sens?
- Jak możesz tak mówić? Skoro nie potrafisz sam zawalczyć, to zróbmy to razem!
       Wstałam i popatrzałam na niego, wyglądał jak skazaniec, który czeka na wyrok, tak bardzo było mi go żal. Musiałam go z tego wyciągnąć, sprawić, że nabierze chęci do działania.
- Proszę, wstań - wyciągnęłam w jego stronę otwartą dłoń. - Mówisz, że nie masz po co walczyć, ja ci powiem po co...! 
- Tak? - zaśmiał się histerycznie, jak dla mnie, był na granicy tego, aby popaść w szaleństwo.
- Do cholery! Jak nie potrafisz walczyć dla samego siebie, zrób to dla naszej gildii, która czeka na twój powrót, dla Liliego !Tyle razy stawiałeś się za Fairy Tail, nastawiałeś karku, przyjmowałeś tyle bólu za innych, zrób to jeszcze chociaż jeden raz, wiem, że proszę o zbyt dużo...
- Więc nie proś! Nie mam dla kogo się poświęcać ! - wykrzyczał z furią, gwałtownie stanął na nogi.
        Zachwiałam się, czułam się jakby mnie spoliczkował, czyżbym nie znaczyło dla niego tak wiele, jak mnie zapewniał jeszcze niedawno? Co mam zrobić? Na pewno nie mogę się poddać, jeśli ja to zrobię, dla niego już nie będzie nadziei.
       Doskoczyłam do niego i chwyciłam na koszulę, z całej siły przyciągnęłam go do siebie,patrzyliśmy sobie prosto w oczy, w jego widziałam ból i zagubienie.
- Walcz dla mnie ... - wycedziłam. - Czyżbyś już mnie nie kochał, chcesz mnie teraz zostawić na pastwę losu !Nie wiedziałam, że jesteś tak strasznym egoistą !
      Wiem, że nie powinnam tak mówić, ale może tylko tak mogłam do niego dojść, nawet jeśli mnie znienawidzi, a przyniesie to jakieś rezultaty, to jestem gotowa na takie poświęcenie.
      Jego dłonie zacisnęły się na moich ramionach, wstrzymałam oddech, przez chwilę miałam wrażenie, iż czas zatrzymał się tylko dla nas.
- Jestem potworem. - wyszeptał, jego usta znajdowały się milimetry od mojego ucha. Zadrżałam. - Czy jesteś wstanie kochać potwora? Pół człowieka - pół bestię. Boję się, że po jakimś czasie mnie zostawisz, zakochasz się w kimś bardziej ludzkim ode mnie. Pierwszą myślą jaką miałem, gdy się uświadomiłem sobie, czym się stałem, była " Ona mnie zostawi, będzie się mną brzydzić ...". Gdy w końcu jesteśmy razem, dzieje się coś, co może mi Cię odebrać. Jak mam się czuć z myślą, że kiedyś odejdziesz ode mnie ?
- Gajeellu... nigdy tak nie pomyślałam, nigdy też taka myśl mi nie przejdzie przez głowę. Musisz uwierzyć w moja miłość do ciebie, kocham cię bezgranicznie. Proszę ... 
      Ujął moją twarz w dłonie, jego kciuki delikatnie muskały moje policzki, patrzał na moje usta z wahaniem, pewnie bał się, ze go odtrącę. Stanęłam na palcach, nasze wargi się zetknęły w gorącym pocałunku pełnym cierpienia, rozdzierającego bólu i niepohamowanego pożądania. Jęknęłam, gdy to usłyszał wpił się w moje usta mocniej, jego ręce zaplotły się wokół mojej tali i uniosły mnie. Moje nogi same oplotły się na jego biodrach, nie kontrolowałam się, nie zamierzałam tego robić. Chciałam pokazać mu, że moje uczucia co do niego nie zmieniły ani trochę.
      Błądziłam dłoni po jego plecach, skrzydła w niczym mi nie przeszkadzały, wręcz nie zauważałam ich.
Gajeell nie pozostawał mi dłużny, jego dłonie zjechały na moje pośladki, po chwili dotykał moich gołych pleców, podciągnął mi sukienkę jedną ręką niemal, że do piersi.
- Jesteś taka słodka, tak krucha - wyszeptał mi w usta. - Kimże jestem, że dano mi cię kochać? 
- Ciii... nic nie mów... po prostu mnie całuj - powiedziałam już z bardzo przyspieszonym oddechem.
      Upadliśmy na ziemię, jego ciało wciskało mnie w piasek, ale to był przyjemny ciężar. Czułam jego mięśnie i serce bijące równie mocno co moje, byliśmy ze sobą doskonale synchronizowani. 
- Levy?
- Tak? - byłam upojona pożądaniem, ledwo udało mi się wymówić jedno słowo.
- Nie możemy... ja nie mogę, przepraszam. 
      Z tymi słowami odsunął się ode mnie, usiadł i patrzał w dół na swoje dłonie. Czemu przerwał? Było przecież tak pięknie.
- Nie chcę cie skrzywdzić ... nie wiem, czy jestem w stanie się kontrolować.
     Uklękłam przy nim i chwyciłam jego brodę, chciałam, żeby spojrzał na mnie.
- Zgoda. Rozumiem twoje obawy. Zaczekamy z tym, do momentu, gdy przywrócimy ci twój poprzedni wygląd.
- Jak ? - spojrzał na mnie zaskoczony.
- Portal będzie aktywny jeszcze przez trzy tygodnie...
- Co ?! Chce wkroczyć do świata smoków! Czy życie ci nie miłe!
- Gajeell, zrobię wszystko, abyś nie cierpiał, bo wiem, że nie będziesz wstanie do końca się pogodzić z tym, kim się stałeś. Poszukamy Igneela, wierzę, że on nam pomorze i dowiemy się czy można cofnąć twoją transformację .
- A jeśli się nie uda, jeśli coś ci się stanie, nie masz w sobie magi smoków, będą chcieli cię zabić, mnie być może oszczędzą..
- Cicho! Damy radę, trzeba tylko troszkę wiary. Więc, decyduj ... ja cię akceptuję, takim jakim jesteś. Ale czy ty się akceptujesz ?
 - Nie... nie jestem w stanie, chcę znów być człowiekiem, pragnę być jak najlepszy dla ciebie. 

- A więc? Jaka jest twoja decyzja ?
- Udamy się do krainy smoków.
    Spojrzał na mnie niepewnie, ale teraz nie widziałam w jego oczach rezygnacji, wykwitła w nich nadzieja i rozświetliła od środka. Oby nic jej nie zgasiło, będę się od to modlić, zrobię wszystko, aby był szczęśliwy, poświęcę samą siebie, aby powrócił prawdziwy Gajeell, jego zadziorny uśmiech, nonszalancki styl bycia, energia, którą zarażał innych. Przywrócę radość do jego życia.
        

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział 11 - Zwyciężyć dla Niej !

O i w końcu ! Przepraszam za tak długą przerwę, aczkolwiek to nie moja wina :C Dużo czasu zabiera nauka i inne obowiązki :) No ale, zaczynam marudzić ^_^ Życzę miłego czytania :3


                                               Levy

    Myślałam, że nigdy nie wylądujemy, obrazy przelewały się przez moją głowę, jak w kalejdoskopie. Czasami widziałam małe wysepki, które być może były dużo większe, niż mi się wydawało. Unosiliśmy się bardzo wysoko nad ziemią, chwilami pruliśmy przed siebie tak szybko, iż nie mogłam złapać oddechu. Liczyłam kolejne uderzenia serca, jakby z obawy, że już nie zabije kolejny raz, najbardziej bałam się o Gajeella, był silny i odważny, jednak smok to co innego, niż inni magowie.
    Po kilku dziesięciu minutach, a może i godzinach, sama nie byłam pewna, zaczęliśmy pikować, szybko opadaliśmy na dół, ku samotnej i niepozornej wysepce. Zacisnęłam powieki, wolałam nie patrzeć na szybko przybliżającą się ziemię. Po chwili poczułam, jak smok poluzował uścisk i wypuścił nas ze swoich morderczych szponów.
   Leżałam na dzikiej plaży, całkowicie pustej, nic nie wskazywało na to, że są tu inni ludzie. Nie było tylko pusto, ale i cicho, przeraźliwie cicho, jedynie wiatr grał wśród drzew, nie słyszałam żadnych ptaków, oraz innych zwierząt. Dzwoniło mi w uszach, jakby na alarm, ogłaszający nadchodzące niebezpieczeństwo. Podniosłam się, Gajeell stał tuż przede mną, jakby chciał mnie przed czymś chronić. Miał napięte ramiona, doskonale widziałam mięśnie pod jego skórą, nawet w takiej chwili nie potrafiłam nie zachwycać się nim. Wyjrzałam zza jego sylwetki i po raz pierwszy mogłam zobaczyć smoka, nigdy nie myślałam, że może mnie coś takiego spotkać, a nawet jeśli to nie chciałabym spotkać się oko w oko, z tą przerażającą istotą.
   Z czarnego łba Metalicany, wychodziły równie czarne, ostre jak szpikulce rogi, w dół jego grzbietu wyrastały podobne, tyle że mniejsze. Całe jego cielsko pokrywały czarne, połyskujące łuski, wyglądające na bardzo twarde.Spojrzały na nas czerwone oczy, wśród szkarłatnej toni pływały złote plamki, przez co można było odnieść wrażenie, iż patrzy się na dwa płomienie.
   Smok przewiercał nas wzrokiem, twierdzenie, iż można " zabijać wzrokiem" nie wydawało mi się już niedorzeczne. Kiedy zrobiłam krok w lewo, on również się przemieścił, wtedy już doskonale wiedziałam, że nie spuści nas z oka, więc nie ma co mówić o ucieczce. Nagle przestrzeń wokół nas wypełniło dudnienie jego głosu, już w nim słyszałam jego potęgę, wielką siłę.
   - Pewnie zastanawiacie się, gdzie jesteście. I dlaczego... Otóż, przed paroma dniami wyczułem przez portal, znajdujący się na tej wyspie moc smoka, podobnej do mojej. Ów portal prowadzi do świata smoków, i co trzy lata da się przez nie przejść, po miesiącu się zamyka. Gdy poczułem twoją magię Gajeellu, od razu wiedziałem, że chcę się z tobą zobaczyć. - spojrzał na chłopaka, stojącego obok mnie, wyraźnie zdezorientowanego - Znalazłeś się bardzo blisko wyspy, dlatego byłem w stanie cię odszukać. Czułem moc innego smoka, ale nie obchodziła mnie ona, chodziło mi o ciebie.
    Potem zamilkł, słychać  było tylko powolne dyszenie smoczego zabójcy, spojrzałam na niego z troską, jego twarz wykrzywiał ból, spoglądał na swoje dłonie zaciśnięte w pięści.
- Dlaczego? Dlaczego zniknąłeś i pojawiasz się dopiero teraz ? - wyszeptał Gajeell.
-Wiem, że masz mi za złe, ale my smoki miałyśmy swój powód by odejść ...
- Niby jaki ?! - tym razem słyszałam w jego głosie również wściekłość.
- Wiedz, że wasza moc pochodzi od nas, obdarowaliśmy nią was, oddaliśmy cześć samych siebie, ale taki czyn niesie konsekwencje, niekoniecznie dobre dla maga.
- Jakie konsekwencje ? - spytałam zaciekawiona.
   Smok spojrzał na mnie, co dziwnego w jego oczach ujrzałam podobne uczucia, które widziałam w oczach Gajeell'a.
- Mag, który dostał raz pozwolenie na czerpanie z naszej mocy, za każdym kolejnym razem robi już to nieświadomie. Przyjmuje samoistnie nasze cechy, staje się coraz to bardziej do nas podobny.
    Zakręciło mi się w głowie, wiedziałam co oznaczają te słowa, wbiły się we mnie jak sztylety. Gajeell również nie wyglądał na zachwyconego, nasze spojrzenia się spotkały, wyciągnęłam do niego rękę, mając nadzieję, że przytrzymam go przy sobie. Przytulił mnie do siebie i ucałował we włosy, bałam się kolejnych słów Metalicany, były dla nas niczym wyrok sędziego, który może zniszczyć naszą przyszłość. Słowa smoka rozerwały powietrze jak miecz, może nawet moje serce, które nie dawno zostało uleczone.
- W końcu mag, który zbyt długo przebywa w pobliży smoka, sam zaczyna się w niego zmieniać. Tym razem nie zamierzam uciekać przed przeznaczeniem, Gajeellu. - moje serce zabiło boleśnie - Zostaniesz tu, ten miesiąc wystarczy byś przemienił się, bynajmniej to połowy w jednego z nas. Potem przejdziesz ze mną przez portal. Tak zdecydowałem, zbyt dużo magii smoków uleciało do tego świata, dlatego ty wrócisz, by inni nie musieli.

                                                            Gajeell

    Nie mogłem wyjść z szoku, nigdy przez myśl mi nie przeszło, że może stać się coś takiego. Mam przemienić się smoka ? To przecież niedorzeczne, nie zgadzałem się na takie rzeczy, gdy Metalicana mnie wychowywał. Czułem się w stu procentach człowiekiem, nie zamierzałem niczego zmieniać w swoich życiu, zwłaszcza po tym, jak zyskałem miłość Levy, jej zaufanie i bezgraniczne oddanie. Nie mógłbym jeszcze raz patrzeć jak cierpi, jak zalewana się łzami.
    Przytulałem się do Levy, chciałem się w nią wtopić, a potem jakiś cudem zniknąć z tej przeklętej wyspy. Co się z nią stanie, jeśli bym naprawdę odszedł, czyżby Metalicana zostawił ją tu samą, zdaną na łaskę i nie łaskę losu? Właśnie te przepuszczenia, pomogły mi się otrząsnąć, stanąłem przed Levy, z chęcią chronienia jej własnym ciałem.
- Nie pozwolę na to ! Nie zostanę tu z tobą... - wykrzyknąłem z furią.
- Twoje słowa nie wiele tu znaczą. - odpowiedział z irytacją Metalicana.
- Będziesz przetrzymywał nas tu siłą ?!
- Nie was, ale ciebie. Dziewczynę zgarnąłem przez przypadek, nie moja wina, że się do ciebie tak klei.Nie obchodzi mnie co się z nią stanie, jak dla mnie może umrzeć z głodu, albo w inny sposób.
- Ty sukinsynu ! - wyrwałem się krok do przodu.
    Właśnie się tego obawiałem, Levy była dla niego niczym, a ja byłem zwykłą zabawką, Metalicana od zawsze był samolubny, zaopiekował się mną, ale teraz okazało się dlaczego to zrobił. Pewne było to, iż z początku wiedział o zamianie maga w smoka. Przez te czternaście lat tak bardzo pragnąłem odnalezienia mojego opiekuna, okazało się to najgłupszym i najbardziej beznadziejnym marzeniem, jakie mogłem mieć. Ślepo wierzyłem w jego dobroć, wierzyłem w istnienie dobrych smoków. Tak naprawdę widzieli nas jako środek do celu.
- Radzę ci powściągnąć swój język ! - zagrzmiał, aż zadudniła ziemia.
    Czułem się bezsilny, wiedziałem, że nie jestem wystarczająco silny, by stawić mu czoła, w końcu moja moc pochodziła od niego. Czy dla Levy, mojej kochanej wróżki, będę w stanie zwyciężyć z własnym nauczycielem? Może i nie, ale i tak zamierzałem spróbować, do ostatniej kropli mojej krwi, będę mu się przeciwstawiać.
    Wysunąłem jedną nogę to przodu, miałem zamiar go zaatakować. Odwróciłem się na pięcie ku Levy, która spoglądała na mnie zaniepokojona, na jej ciele były widocznie jeszcze stare rany, obiecywałem sobie, że ich więcej nie będzie, zwłaszcza z mojego powodu.
    Przypomniałem sobie walkę z Rogue, zjadłem wtedy jego cień i mogłem użyć w walce. Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie ciemną masę, która ogarnia moje ciało, jak jej macki przyklejają się do mnie. Pozwoliłem ogarnąć mu moją postać, otworzyłem oczy, moje ręce spowijał cień.
- Odsuń się, Levy - wyszeptałem. Dziewczyna zrobiła kilka kroków do tyłu.
- Nie powstrzymam cię, prawda ? - spytała zasmucona.
- Nie ...
    Odwróciłem się ku smokowi, zebrałem całą moc, musiałem uderzyć z całej siły, bo być może nie będę miał szansy na kolejny atak. Mój przeciwnik spoglądał z zaintrygowaniem na moc, która mnie otaczała.
    Magia, która we mnie drzemała coraz bardziej wizualizowała się na moim ciele, srebrne łuski pokryły moje ciało. Smok przyczaił się, zaczął machać ogonem na boki, wyglądał na rozbawionego !
- Czy ty chcesz ze mną walczyć ? - zaśmiał się szyderczo.
-Tak i zamierzam wygrać, gihi ! - spiąłem się i pozwoliłem sobie na uwolnienie magii. - Ryk Żelaznego Smoka Cienia!
    Moc żelazna i cienia połączyły się w potężny wir, wydostała się ona z moich płuc, opiłki ostrego żelaza wystrzeliły ku smokowi,wzmocnione siłą cienia. Magia zetknęła się z głową przeciwnika, który zachwiał się na bok, nie czekałem na jego reakcje, tylko podbiegłem do niego, wyskakując w górę krzyknąłem:
- Twarda Pięść Żelaznego Smoka Cienia !
   Wbiłem się w jego krtań z całą mocą, jaką w sobie miałem, usłyszałem charczący oddech smoka. Czułem, że uchodzi z niego życie, spojrzałem na jedno z wielkich oczu, które przysłoniła dziwna mgła. Przybliżyłem się do niego, wiedziałem, że nie jest wstanie się ruszyć. Z triumfem spoglądałem na konającego smoka, zlekceważył mnie, dlatego przegrał, nie przygotował się na mój atak, odsłonił się.
- Nie ciesz się tak bardzo, Gajeellu - wycharczał smok.
   Spojrzałem na niego zdezorientowany.
- Może i umrę, ale przed śmiercią zadbam, aby moje jestestwo przeniknęło do twojego.
   Smok uniósł się chwiejnie na przednich łapach i chuchnął mi w twarz, poczułem jak przelatuje przeze mnie znana, a jednocześnie nie znana magia. Moje ciało wygięło się łuk z bólu, moje nogi były jak z waty, upadłem na kolana. Nie powstrzymałem  krzyku agonii, nigdy nie czułem się tak potwornie, miałem wrażenie, że jakieś obce ciało wdziera się nie tylko w moje ciało, ale i duszę. To jakby ktoś tworzył mnie na nowo, coś łamało moje kości i łączyło na nowo, tak samo ze ścięgnami i tkankami. Złapałem się za głowę, chciałem w tamtej chwili chciałem umrzeć, gdy nagle do moich uszu dotarł krzyk dziewczyny.
- Gajeell ! - w głosie Levy słyszałem przerażenie, usłyszałem jak biegnie w moją stronę.
    Po chwili usłyszałem huk pioruna, który uderzył w smoka, tym razem uśmiercając go, cios prosto w łeb zakończył sprawę, a ja w końcu mogłem osunąć się na ziemię. Moja głowa nie zaliczyła spotkania z ziemią, ponieważ przetrzymała mnie Levy.
- Usiądź Gajeell'u - poprosiła.
     Resztkami sił usiadłem, ale nie puszczałem przy tym jej dłoni, dzięki niej nie upadłem. Z moich ust wyrwał się jęk. Gdy w końcu na nią spojrzałem zobaczyłem w jej oczach samego siebie, w odbiciu jej źrenic widziałem odmienionego Gajeella, z moich pleców wyrastały ogromne skrzydła, poszarpane przy końcach, od góry wyrastały czarne kolce. Spojrzałem w dół, moje ręce były pokryte siatką nieregularnych łusek, z palców wyrastały szpony.
- Co mi się stało ? - wyszeptałem z jękiem.
- Myślę, że po części Metalicana osiągnął swój cel...Tak mi przykro, Gajeellu - odpowiedziała mi Levy, po czym przywarła do mnie i rozpłakała się.
                       



poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 10 - Metalicana

NOOOO w końcu ! Gomena ! Wiem, że zajęło mi to dużo czasu :( Ważne jednak jest to, że mi się udało ! Nevado, mam nadzieję, że nie jesteś za bardzo na mnie zła ^_^. Wiedz, że motywujesz mnie do dalszego pisania ;)


                                           Levy ( Tydzień później )


     Minął tydzień od wyrwania mnie z rąk podłego Shina, dzięki specjalnym maściom od Violi moje rany goiły się szybko, jednak to nic w porównaniu z leczącym dotykiem Wendy, na której brak narzekaliśmy. Na moje szybkie dojście do zdrowia składało się również opieka, którą roztoczył nade mną Gajeell. Nie pozwalał ruszać mi się z łóżka, gdy mówiłam, że nie jestem głodna zaczynał mnie karmić, jakbym była małym dzieckiem.  W sumie, było to słodkie, więc się na to godziłam, w każdym jego geście widziałam to, jak bardzo mnie kocha.
       Była dziesiąta rano, zaczęliśmy się pakować, a tak dokładnie, to on pakował swoje rzeczy i moje, nie pozwalał mi się przemęczać, a przecież większość opatrunków zniknęła, został tylko ten na barku, który czasami mnie pobolewał oraz miałam poprzyklejanych kilka plastrów.
      Właśnie siedziałam na łóżku, a on składał ... tak, składał moje sukienki w kostkę ! Chociaż nie wyglądało to pięknie, liczył się fakt, że próbował. Z uśmiechem oglądałam jego poczynania, urocze były jego starania, dlatego mu nie przerywałam.
- Dałbyś mi jakąś sukienkę ? Nie pokażę się w pidżamie ... - spytałam ze śmiechem.
      Spojrzał na mnie zdziwiony, przejechał spojrzeniem po moim ciele, dopiero uświadomił sobie, że mam na sobie tylko niebieską koszulkę, w której spałam. Koszulkę...o cholera, czemu nie jestem zakryta kołdrą ? Koszulka sięgała do połowy ud, więcej odrywała niż, zakrywała. Jego wzrok zatrzymał się powyżej moich kolan, w jego oczach zobaczyłam pożądanie. W ciągu tego tygodnia jedynie całowaliśmy się, niemal ciągle siedział w moim pokoju, wychodził tylko wtedy, gdy chciałam się przebrać i umyć, przy tym pomagała mi Lucy. Nie zostawał także na noc, wiedział doskonale, że jestem speszona, więc nie naciskał mnie, w żaden sposób nie chciał, bym czuła się zawstydzona.
     Na moich policzkach zakwitły dziewicze rumieńce, ale ty razem nie wycofał się, tylko nadal wbijał we mnie swoje spojrzenie. Zaczął się przybliżać, uklęknął na ziemi tak, że nasze twarze znalazły się dokładnie na przeciwko siebie, nasze nosy dzieliły zaledwie dwa centymetry. Moje serce biło jak oszalałe, ale nie odsunęłam się, chciałam jego bliskości, długo czekałam na niego, dlatego nie potrafiłam sobie odmówić.
     Nasze wargi zetknęły się w czułym pocałunku, jego wargi były przyjemnie ciepłe i wilgotne, zadrżałam, gdy nasze języki zetknęły się niepewnie. Powoli czułam w sobie coraz większą odwagę, ujęłam jego twarz swoje drobne dłonie i przyciągnęłam jeszcze bliżej. Z jego ust wyrwało się westchnięcie, co jeszcze bardziej mnie podnieciło, wsunęłam swój język do jego ust, splotłam z jego własnym. Sięgnęłam po jego rękę i położyłam na moim udzie, pokazując tym, że daje mu pozwolenie, aby mnie dotykał. Jego dłoń sunęła leniwie po moim ciele, delikatne pieszczoty sprawiły, że zaczęłam szybciej oddychać. W końcu zawędrował do tasiemek moich majtek, jęknęłam przeciągle. Doprowadzał mnie do szału, o czym doskonale wiedział, bo przerwał na chwilę pocałunek, by się zaśmiać. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy, Gajeell był tak samo rozgrzany jak ja. Nie kontynuował całowania się, tylko jego dłoń nie poprzestała pieszczot, delikatnie muskał mnie po wewnętrznej stronie ud, które zacisnęłam lekko. Zaczęłam pojękiwać, Gajeel uśmiechnął się chytrze, widać podniecało go to.
-Gajeell, nie mogę już ... - jęknęłam.
    Zlitował się nade mną, przez materiał bielizny dotknął mojego intymnego miejsca, potem wsunął swoje palce pod majtki, kilka jego ruchów sprawiło, że wygięłam się w łuk. W ekstazie wykrzyknęłam jego imię i padłam na łóżko. Gajeell pochylił się nade mną, uśmiechał się słodko, a ja spłoniłam się. Na pewno byłam czerwona na całej twarzy, zamknęłam oczy z zażenowaniem. Jego dłoń -ta, która mnie pieściła dotknęła mojego policzka.
- Przepraszam - szepnął ze skruchą.
- Co?!
- Prze ze mnie czujesz się zażenowana.
- To nie tak! Sama Ci pozwoliłam, nie żałuję tego. - dla podkreślenia słów pokręciłam głową.
- Ale ...
- Po prostu, pierwszy raz coś takiego przeżywam. Jestem dość śmiała, ale jeśli chodzi o coś takiego, no to lipa...
- Nie musisz się mnie wstydzić. Możesz mówić i robić co zechcesz, przy mnie nie musisz się niczego bać.
- Wiem, teraz to wiem.
    Leżeliśmy koło siebie jeszcze przez chwilę, potem poszłam wziąć prysznic, ubrałam się najładniejszą sukienkę jaką miałam i poszliśmy po Natsu i Lucy.

***
   
   Szliśmy razem za rękę przez korytarz hotelu, kiedy wpadliśmy na całujących się Natsu i Lucy, o mało nie zbijając ich tym z nóg. Gajeell i ja stanęliśmy jak wryci, nasze stopy wrosły w podłogę. Zażenowani Natsu i Lucy wbili wzrok w podłogę, nie puszczając przy tym swych dłoni. Nie spodziewałam się czegoś takiego, ale cieszył mnie ten widok.
- Co wy tacy spłoszeni ? Hę? - spytałam ze śmiechem.
Pierwsza odezwała się Lucy.
- No bo, wczoraj powiedzieliśmy sobie prawdę ...
-... udzielił nam się nastrój - dokończył rozbawiony już Natsu.  Lucy szturchnęła go łokciem w brzuch, biedak skulił się z bólu.
- Ehh, czy musimy się tłumaczyć ? - spytała rozdrażniona blondynka.
- Nikt wam nie każe, ale radzę się pospieszyć, za pięć minut odpływa statek.
    W czwórkę ruszyliśmy do portu, czekała nas długa podróż powrotna do domu, do przyjaciół z kochanego Fairy Tail.
   W końcu znaleźliśmy się na statku, Gajeel lekko pozieleniał, dlatego w czasie naszej podróży wtulałam się w niego. W końcu kazałam mu położyć głowę na moich kolanach, rytmicznie przeczesywałam jego włosy, dzięki temu oddychał spokojniej, nie wyglądał na chorego.
- Jesteś cudowna, nawet choroba lokomocyjna z Tobą przegrywa.
  Uśmiechnęłam się do niego z czułością, miałam go pocałować, gdy nagle zrobiło się ciemno. Czyżby zaćmienie słońca? Nim spojrzałam w niebo, usłyszałam spanikowane krzyki pasażerów statku, kobiety uciekały z przerażeniem pod podkład.
   Gdy uniosłam swe spojrzenie ku górze ujrzałam coś dziwnego, było czarne i ogromne...
- Gajeell ! - potrząsnęłam go za ramię, szybko otworzył oczy.
   Usiadł i również spojrzał w niebo, w jego oczach ujrzałam strach, a zarazem zachwyt.
- Co to jest ? - spytałam przestraszona.
- To smok !
    Zwierzę zapikowało, leciało prosto na nas, sama na własne oczy przekonałam się, że to smok. Zobaczyłam czarny pysk, który rozwarł się ukazując ogromne, wyglądające na bardzo ostre, kły. Jego łuski odbijały światło jak metal. Czekaj ...metal ?
- Levy ... To Metalicana ! No nie wierzę! - wykrzyknął zachwycony, mina mu zrzedła, gdy smok wyciągnął w naszą stronę szpony.
    Gajeell objął mnie szybko, w razie, gdyby miało mi się coś stać. Smok nie zwalniał, nie wyglądało na to, że wpadł do nas z przyjacielską wizytą. Rozwarł swe szpony i szybko złapał w nie naszą dwójkę, błyskawicznie uniósł się w powietrze, krzyknęłam przerażona. Gajeell spojrzał na mnie, w jego oczach widziałam zdziwienie.
- Boję się - szepnęłam.
- Nie bój się, cokolwiek się stanie, gdy wylądujemy, ochronię cię. - powiedział ze stanowczością w głosie.
   Coraz słabiej słyszałam krzyki przerażonych Natsu i Lucy, przywarłam do mojego ukochanego i czekaliśmy, na to, co nowego przyniesie nam przewrotny los. Unosiliśmy się coraz wyżej, zamknęłam oczy, bałam się, że w pewnym momencie smok wypuści nas, abyśmy roztrzaskali się na ziemi. Nie wiem ile czasu minęło, cały czas trzęsłam się ze strachu, przed tym, co nas czeka. Najbardziej bałam o Gajeella, co szykowało dla niego Metalicana.